Gdy dziś wrócili fachowcy z lat Millera i Belki, można czasem zapomnieć, ze afera Rywina i przełom roku 2005 miały miejsce. Nasza rzeczywistosć coraz częściej przypomina tę z prozy Wildsteina, choć więcej w niej oaz wolności i więcej wciąż dążących do prawdy, również za cenę rozdrapywania ran. Return, Bogatyrowicz czy Niecnota znaczą mniej, zaś Wilczyckich jest jednak więcej i nie działają w absolutnej próżni. Ostracyzm też nie jest już tak silny, choć próbuje się znów nałożyć go na nieprawomyślnych. Bez udawania, tworząc listy nazwisk.
A skąd pytanie, zawarte na początku tekstu? Przypomnijmy sobie, co Donald Tusk ofiarował w prezencie Lechowi Wałęsie podczas ostatniej, hucznej imprezy w Gdańsku. Media rozpływały się nad pięknymi, złotymi spinkami z wizerunkiem lwa. To jedyny prezent wymieniony chyba w każdej prasowej relacji. Donald Tusk. Lech Wałęsa. Lew. Wielki autorytet z kart książki Wildsteina, którego lustracja była zamachem na największe świętości.
"W ocenie byłego prezydenta Lecha Wałęsy, sobotnie imieniny jego i jego żony Danuty były rekordowe pod względem liczby gości. Jeden z kilkuset gości - premier Donald Tusk - podarował solenizantowi złote spinki z wizerunkiem lwa.
- Bo prezydent Lech Wałęsa zawsze był lwem - powiedział dziennikarzom premier, który pojawił się wraz ze swoją żoną w domu prezydenta przy ul. Polanki niemal dwie godziny po rozpoczęciu przyjęcia." - pisze onet.








