W roku 1989 dochodzi do wyborów, w wyniku których dotychczasowa opozycja zdobywa 35% miejsc w sejmie i 99% - w senacie. Przekonując dotychczasowe partie satelickie do porzucenia PZPR zdobywa, przynajmniej teoretycznie, decydujący wpływ na sprawy państwa.
W maju 1990 zlikwidowano Służbę Bezpieczeństwa. Likwidacja SB i częściowa weryfikacja jej funkcjonariuszy były w późniejszym okresie argumentem za likwidacją WSI.
Jesienią 1991 roku odbyły się pierwsze wybory, nie oparte na wcześniejszych ustaleniach. Sprawa została niejao puszczona na żywioł. Jednym z efektów pozostawienia wyborów do parlamentu bez żadnej kontroli stała się wygrana Prawa i Sprawiedliwości w roku 2005, a co za tym idzie - likwidacja WSI.
Gdy przesledzimy te wszystkie zdarzenia, widzimy wyraźnie, że śmierć porwanego Polaka jest tragicznym finałem nie jednego wydarzenia z przeszłości (likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych) a całego łańcucha zdarzeń, zapoczątkowanego rozmowami władzy PRL z częścią opozycji w roku 1989. Jesli więc chcemy być konsekwentni w szukaniu winnych, szukajmy ich wśród osób fetowanych w ostatnich dniach jako uczestnicy tamtych wydarzeń, ze szczególnym naciskiem na przywódców obu stron. Wojciech Jaruzelski i Lech Wałęsa mają na rękach krew zamordowanego inżyniera. Gdyby nie ich nieodpowiedzialna postawa, WSI działałoby do dziś, a Polacy za granicą byliby bezpieczni.








Głębiej trza sięgać... gdyby tak Popiel nie dał się myszom zeżreć a Sobieski zamiast zwycięstwo pod Wiednniem marnować ruszył na pohańca, hen aż do Pakistanu..